

Kolejny triumf w rajdowym pucharze kraju!
2011-06-16
Reprezentanci Automobilklubu Toruńskiego, Przemysław Żabka i Norbert Kacprzak, doskonale spisali się na trasach 26. Rajdu Karkonoskiego. Wygrywając w swojej klasie powtórzyli sukces z Lotos Balic Cup'11!
To już drugi tegoroczny triumf w prestiżowej klasie N4/30 załogi ścigającej się efektownie wyglądającym Mitsubishi Lancerem Evo IX. Niewykluczone, że gdyby nie pech, który dosięgnął zawodników AT na starcie Rajdu Mazowieckiego i sprawy osobiste, które uniemożliwiły Przemkowi Żabce udział w byłym Elmocie, czyli Rajdzie Świdnickim, to bilans ten byłby jeszcze okazalszy. Ale wybrzydzać bynajmniej nie ma co, bo tegoroczne wyniki są naprawdę imponujące, a przecież to nawet nie półmetek sezonu, także doścignięcie Pawła Tomaszka, prowadzącego aktualnie w klasyfikacji generalnej N4/30, jest jak najbardziej realne. Uczestników Rajdowego Pucharu Polski w tym sezonie czeka jeszcze aż sześć rund cyklu. Najbliższa z nich to sierpniowy Rajd Rzeszowski.
Wracając jeszcze do zakończonego w ubiegły weekend "Karkonoskiego"... Niewątpliwie pod wieloma względami był to rajd wyjątkowy i to nie tylko z tego względu, że należy do najtrudniejszych i tym samym najniebezpieczniejszych tego typu imprez w Polsce. Zawody miały kapitalną, jak na nasze krajowe warunki, frekwencję. Na liście startowej znalazło się łącznie aż 141 załóg, rywalizujących w trzech cyklach - Platinum Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski, Rajdowym Pucharze Polski i międzynarodowym Pucharze Łużyc (Lausitz Cup). W Jeleniej Górze zameldowała się niemal cała krajowa czołówka, a nawet jedno auto klasy WRC (Skoda Octavia WRC). Tym ostatnim ścigali się zwycięzcy wcześniejszej, inauguracyjnej rundy Lausitz Cup 2011 - Niemcy Matthias Kahle i Christian Doerr.
Startująca w rajdowym pucharze kraju załoga Automobilklubu Toruńskiego ze względu na poziom trudności "Karkonoskiego" założyła sobie jeden podstawowy cel - przejechać trasę bez większych szaleństw i dzięki temu po prostu ukończyć zawody. Zamierzenie to, jak widać, Żabka i Kacprzak zrealizowali z nawiązką, choć nie obyło się bez wielu przygód i trudności. Niektóre z nich były iście niecodzienne, dzięki czemu zmagania w okolicach Jeleniej Góry, Lwówka Śląskiego i Lubomierza na długo pozostaną w pamięci Przemka i Norberta. Oto, jak kutnowianin, zasiadający na prawym fotelu Lancera, wspomina wyprawę w Karkonosze...
Norbert Kacprzak: Z całą pewnością mogę powiedzieć, że był to najtrudniejszy rajd, w jakim dotychczas uczestniczyliśmy i to nie ze względu na długość tras do przejechania (244 kilometry, w tym 71 km – odcinków specjalnych - przyp. red.), lecz ze względu na jego charakterystykę. Strasznie wąskie i kręte, poprzecinane dużą liczba mostków oraz bardzo szybkimi przejściami pomiędzy zakrętami odcinki sprawiały, że nawet mała chwila dekoncentracji mogła kosztować bardzo wiele. Duża liczba stromych zjazdów w dół powodowała, ze na mecie "stop" klocki hamulcowe paliły się żywym ogniem. Pierwszego dnia, tuż po opisach odcinków, na których przyszło nam się ścigać, w zespole zapanowała wymowna cisza i wyczuwalna nerwowa atmosfera. Nieprzewidywalna pogoda dodatkowo utrudniała decyzję o doborze ogumienia. W końcu zdecydowaliśmy, że pojedziemy na oponach z miękkiej, dodatkowo ponacinanej mieszanki. Technika nacinania ułatwia odprowadzanie żwiru i piasku, nanoszonego na jezdnię przez jadące wcześniej załogi.
Jako nadrzędny cel postawiliśmy sobie dotarcie do mety. W związku z tym pierwotnie nie nastawialiśmy się na walkę z innymi załogami w naszej klasie N4/30. Jak się dalej okazało, po pierwszej pętli wysunęliśmy się na prowadzenie w tejże grupie zawodników. Mieliśmy świadomość, że są rezerwy, że jest możliwość nieco przyśpieszyć. Kontrolując czasy, w pełni skoncentrowani zaczęliśmy jechać jeszcze szybciej i bardziej technicznie. Kolejne odcinki to obraz wielu załóg, które wypadły z drogi. Najbardziej spektakularny wypadek miała jedna z załóg startujących Citroenem C2R2, która po szybkiej partii zakrętów i przebiciu bariery zabezpieczającej, spadła kilkadziesiąt metrów w dół, wprost... do jeziora. Na szczęście zawodnicy zdołali wydostać się z idącego na dno samochodu i dopłynęli do brzegu.
Cały rajd to pasmo wielu nieoczekiwanych zdarzeń. Tuż przed wyjazdem ze strefy serwisowej zaginęła nam książka drogowa. Po starcie jednego z odcinków do środka rajdówki wpadła osa, a na jednej z dojazdowek… zostaliśmy zatrzymani przez policję. Na szczęście wszystkie te przygody nie zaważyły istotnie na naszych wynikach.
Korzystając z okazji chciałbym z tego miejsca serdecznie podziękować naszemu sponsorowi, który w chwilach trudnych, awarii technicznych nie tracił wiary w nasze możliwości. Wielkie podziękowania kierujemy też do naszych przyjaciół, którzy byli z nami podczas rajdu oraz tych, którzy do nas tuż po zawodach telefonowali. Wspólnie z Przemkiem dziękujemy również serwisowi. Mechanicy naprawdę nie spali w nocami, ażeby rajdówka została profesjonalnie przygotowana.
| Archiwum | Administrator: p.iwinski@automobilklubtorunski.pl | © FDP Media, Toruń 2010. |